Rozmawiać z kimś

Oto 5 wskazówek, jak NIE rozmawiać z kimś, kto trwa w żałobie. Shutterstock / CandyBox Images. Udostępnij. Drukuj. Pildoras de Fe 05/09/2016 Strata zawsze jest bolesna. Chociaż składając kondolencje pragniemy okazać wsparcie, są chwile, kiedy lepiej mówić mniej albo nic. Jak rozmawiać z kimś kto ma borderline, SET. Wysłany przez Magdalena Oleśniewicz Zaktualizowany Mar 26, ... Wówczas komunikat z serii Wsparcie i Empatia pokazują, że osoba taka nie musi być skazana na samotność, a jednocześnie komunikat T (prawda) pokazuje, ... rozmawiać z kimś za pomocą komunikatora w telefonie komórkowym. do exercise. ćwiczyć. download music. pobierać muzykę z Internetu. go out. rozmawiać z kimś - tłumaczenie na angielski oraz definicja. Co znaczy i jak powiedzieć 'rozmawiać z kimś' po angielsku? - talk to somebody, talk with somebody, speak to somebody, speak with somebody, converse with somebody, on speaking terms, be on speaking terms Zaczęła rozmawiać z kimś o nicku SOT515 dziewięć dni temu w aplikacji szyfrującej wiadomości. She started talking to someone with the handle SOT515 nine days ago on an encrypted messaging app. Lubicie rozmawiać z kimś po ciemku ? 2012-05-28 23:55:49; Wolisz rozmawiać z kimś z telefonu domowego czy z komórki? 2011-05-07 17:28:23; Wolisz pisać sms-sy czy rozmawiać z kimś.? 2011-11-02 20:02:21; Dlaczego większość ludzi wstydzi się rozmawiać z kimś o seksie? 2010-06-28 14:11:31; Co sprawia, że chcesz z kimś rozmawiać ... Little complaining – jak nie masz z kim rozmawiać, to rozmawiaj ze sobą … z kimś w końcu trzeba This website is a sub-domain of wordpress.com. This website is estimated worth of $ 8.95 and have a daily income of around $ 0.15. rozmawiać z kimś. to speak to sb. Przykłady użycia. Przykłady użycia - 'rozmawiać z kimś' po angielsku. Poniższe tłumaczenia pochodzą z zewnętrznych źródeł i mogą być niedokładne. bab.la nie jest odpowiedzialne za ich brzmienie. nie rozmawiać z kimś - tłumaczenie na angielski oraz definicja. Co znaczy i jak powiedzieć 'nie rozmawiać z kimś' po angielsku? - not be on speaking terms with someone Translation for 'rozmawiać z kimś' in the free Polish-English dictionary and many other English translations. bab.la arrow_drop_down bab.la - Online dictionaries, vocabulary, conjugation, grammar Toggle navigation

Przyjaźń a teorie spiskowe

2020.06.30 11:38 of_the_Fox_Hill Przyjaźń a teorie spiskowe

Niedawno okazało się, że moja dość bliska przyjaciółka wierzy w różne teorie spiskowe. Depopulacja za pomocą przyszłej szczepionki na koronawirusa, Bill Gates potajemnie sterylizował kobiety w Afryce (też przez szczepionki), używanie komórki powoduje raka mózgu, ale raka można wyleczyć witaminą C... Od zawsze miała skłonność do próbowania różnych dziwnych diet "na odtrucie organizmu" i zdarzało jej się kwestionować naukę w nieuzasadnionych przypadkach, ale nie spodziewałam się po niej aż tak ostrych spiskowych przekonań. Przez kilka miesięcy się nie widziałyśmy, być może to w niej narastało, spotęgowane przez lękogenną sytuację z pandemią, a ja nic nie wiedziałam.
Teraz bardzo trudno się z nią rozmawia. Praktycznie w każdy temat wplata jakieś pseudonaukowe i spiskowe wątki. Próbowałam ją wypytywać, dlaczego wierzy w rzeczy, na które nie ma dowodów, ale wtedy przywołuje przykłady dziesiątek dziwacznych filmów z YT czy artykułów z jakichś podejrzanych stron i twardo powtarza "ja w to wierzę".
Chciałam zapytać was o radę - może macie podobną sytuację, umiecie z kimś takim rozmawiać i nie zwariować. Ja niestety nie mam cierpliwości, i nie za bardzo też wierzę, że da się ją przekonać, ale nie chciałabym z tak głupiego powodu zrywać znajomości. Martwię się też o nią, że zacznie np. kwestionować normalną medycynę i sobie w ten sposób zaszkodzi.
Dodam jeszcze, że jest katolicką fundamentalistką. Pewnie ma to duży związek z jej podatnością na takie treści. Zawsze się w wielu sprawach nie zgadzałyśmy, ale dopiero teraz mam takie poczucie, że być może będę musiała wybrać: albo przyjaźń, albo święty spokój...
submitted by of_the_Fox_Hill to Polska [link] [comments]


2020.06.13 12:43 bedej4 13 czerwca

Byłem wczoraj z kolegą na śmieciowym żarciu. Chciałem sobie spacer zrobić więc się zgodziłem. Zjedliśmy burgera i fajnie. Potem wracając zachaczylismy o McDonald's żeby dopchać lodami. Czekamy za zamówieniem, obracam się w stronę drzwi i widzę ją.
W pierwszej chwili gwałtownie się obróciłem i powiedziałem koledze, że ona tam jest. Po chwili ja zauważył. Pomachał do niej, a ja bałem się do niej odwrócić. Spytał się czy pójdziemy się przywitać. Powiedziałem od razu, że nie. Poprawiłem się, że ja mógłbym to zrobić, ale ona chyba nie będzie chciała. Miałem z tyłu głowy wciąż jej słowa, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, nie chce mnie widzieć, rozmawiać, żebym do niej pisał i do jej znajomych i wszystko w tym stylu. Po chwili zobaczyłem jak wychodzi ze swoim chłopakiem. Żeby tylko nie mieć konfrontacji ze mną, nie patrzeć na mnie, nie wiem. Może miała atak paniki, tak jak prawdopodobnie ja miałem jak już wyszliśmy z restauracji. Jeszcze ja widziałem ją stoi z nim przy swoim samochodzie i któreś z nich pali, może oboje. Jak straciłem ją z oczu to tak mi serce zaczęło walić, jakbym miał mieć zawał. Nie słyszałem nic co kolega do mnie cały czas nawija. Nie potrafiłem zjeść lodów, zrobiło mi się nagle niedobrze. Chciało mi się płakać, ale nie umiem przy kimś. Jedynie przy niej. Nie widziałem jej twarzy, jakby była za bardzo gęsta mgłą. Widziałem tylko jej nogi i tatuaż który sobie razem zrobiliśmy. Ona ma klucz wiolinowy, a ja basowy. Na domiar tego wszystkiego mielibysmy drugą rocznicę narzeczeństwa i cztery i pół roku odkąd bylibyśmy razem. Później do 4 w nocy grałem w grę, bo byłem tak pobudzony i miałem nadal takie tętno, że myślałem że mi serce zaraz wyskoczy. Wiedziałem że nie żadne, więc chciałem jak najbardziej się zmęczyć. Koło 5 chyba zasnąłem. Co chwilę się budziłem. A teraz obudziłem się. Widzę jak bardzo jest że mną źle i z każdym dniem coraz bardziej się przekonuje że potrzebuję fachowej pomocy.
submitted by bedej4 to u/bedej4 [link] [comments]


2020.02.25 15:45 Worker_Rush Porady dla kogoś wychowanego pod kloszem?

Ech... to jak w tytule.
Mama się wiecznie o mnie bała, więc nic nie mogłem robić. Po szkole wracałem do domu i grzecznie siedziałem w swoim pokoju, bo na zewnątrz ktoś mnie porwie.
Teraz mam 18 lat i nadal nic mi nie wolno, o wyjściach gdziekolwiek mogę zapomnieć, nawet w weekendy w środku dnia. Oczywiście nie mam żadnych bliższych przyjaciół, nie umiem w ogóle rozmawiać z ludźmi. Boję się jakiejkolwiek krytyki, a krzyku to już w ogóle.
Oczywiście wiem, że to też (przede wszystkim) moja wina, bo powinienem był się postawić w pewnym momencie. Ale nawet teraz... nie umiem. Próbowałem wiele razy jakoś porozmawiać, ale - tutaj zaznaczam - prawie nigdy nie byłem w stanie dojść do tej rozmowy. A nawet jeśli, to z reguły i tak nic nie wychodziło. Parę razy
W pewnym sensie, ja się boję wszystkiego. Przykładowo, urodziny miałem w maju. Od maja chciałem założyć sobie kartę w banku, ale moja mama nie pozwalała mi, bo chce, abym upoważnił któregoś z rodziców do konta. Naturalną reakcją powinno być, że idę do banku i zakładam bez pytania się o zdanie, prawda? :c Zbieram się więc od tego od maja, bez skutku... bo wiem, że gdyby się dowiedziała, to bym miał sporą awanturę.
Nie pomaga też to, że od pewnego czasu... moja mama robi się zwyczajnie złośliwa. Wszyscy i wszystko jest krytykowane, nic jej się nie podoba, każda decyzja jest krytykowana.
Co powinienem robić w takiej sytuacji? Zignorować to? Ale próbowałem, nie przełamię się. Jak w ogóle rozmawiać z ludźmi? Nawet jak udało mi się z kimś dogadać, to zawsze relacje albo się rozmywały z czasem, albo ja ukazywałem się ze złej strony.
submitted by Worker_Rush to Polska [link] [comments]


2020.02.20 20:38 Nice-Regular Nie mam już siły i nie wiem co robić

Na prawdę nie wiem. Obiecuję sobie że coś zrobię, że coś zmienię a mimo to robię to samo. Wstaje, idę do pracy, wracam, kładę się i śpię albo oglądam losowe filmiki aż zasnę. Kilka dni temu zorientowałem się że od kilku miesięcy nawet nic nie gotowałem tylko kupuje cokolwiek co da się zjeść na szybko. Jeszcze rok temu myślałem że sobie poradzę, ale jest tylko gorzej. Od paru tygodni nachodzą mnie myśli o śmierci. Nie o samobójstwie a śmierci. Myśl o śmierci potrafi przerazić mnie do tego stopnia, że jestem sparaliżowany strachem i zaczynam hiperwentylować.
Rzeczy które jeszcze parę lat temu sprawiały mi przyjemność są mi obojętne. Książki, gry, muzyka, filmy, wyjścia ze znajomymi. Regularnie mam tak że czekam na coś i jestem tym mocno podekscytowany, np. spotkaniem ze znajomymi a gdy przychodzi dzień spotkania mam ochotę odwołać, powiedzieć że nie przyjdę i w ogóle nie mam na nie ochoty. Znajomi mają mi to za złe bo się nie odzywam lub olewam spotkania. Jest to tym gorsze dla mnie bo wiem że jeśli ich stracę to już zostanę sam.
Zostanę bo nawet nie potrafię nawiązywać nowych znajomości, nie potrafię normalnie rozmawiać, small talk jest mi obcy, każda głupia rozmowa z kimś nowym to niesamowity stres. Dochodzi do tego że w wielu wypadkach nie mówię nic, nie rozmawiam bo boje się że coś powiem nie tak i zrobię z siebie głupka a potem robię sobie wyrzuty że ktoś mnie wziął za jakiegoś debila bo siedzialem cicho. Cholera w pracy napisanie do kogoś głupiego prostego pytania to często robienie 20 podejść, wymyślania 20 różnych wersji tego jak o to zapytać żeby nie zostać źle zrozumianym. Do tego robienie sobie wyrzutów o jakąś głupotę sprzed 5 lat, bo mogłem to zrobić inaczej, mogłem coś powiedzieć inaczej, mogłem coś zrobić a nie zrobiłem. I to na prawdę nie raz to są tak kompletne pierdoły a potrafią mnie męczyć kilka godzin. Nie wiem kiedy rozmowa i kontakty z innymi zaczęły być dla mnie takim problemem, pamiętam że nie zawsze tak było, że jeszcze za dzieciaka może byłem wstydliwy ale nie miałem problemu z kontaktem z innymi. Nie wiem co robić ale dłużej już tak nie dam rady.
Przepraszam że was zasypuje moimi problemami i nudnym pierdoleniem o tym jak to mi źle, ale już po prostu daje rady.
submitted by Nice-Regular to Polska [link] [comments]


2018.07.26 11:45 FocuTelecom 12 powodów, dlaczego warto wybrać wirtualną centralę

12 powodów, dlaczego warto wybrać wirtualną centralę
https://preview.redd.it/tlhb859wj9c11.jpg?width=1020&format=pjpg&auto=webp&s=1f2ec443d2203d8e29d248cffb00da30ca37f466

Wirtualna centrala lub inaczej PBX (ang. private branch exchange), jak sama nazwa wskazuje, jest telefonicznym systemem obsługi klienta. Jednak w przeciwieństwie do centrali stacjonarnej, nie działa ona na bazie urządzenia centrali telefonicznej, która zostaje zastąpiona inteligentną chmurą.

Oznacza to, że za pomocą wirtualnej centrali pozbywamy się całego sprzętu potrzebnego do obsługi telefonicznej, a do korzystania z usługi wystarczy jedynie komputer, dostęp do Internetu i telefon. Prostota i oszczędność towarzysząca temu rozwiązaniu sprawia, że coraz chętniej stosują je zarówno duże korporacje, jak i małe oraz średnie firmy. Szereg korzyści jest jednak dużo dłuższy. Dlaczego warto wybrać wirtualną centralę? My naliczyliśmy 12 powodów.

1. Taniej

“Wyrzucenie” centrali stacjonarnej i zastąpienie ją chmurą niesie automatyczne korzyści finansowe. Koszty utrzymania centrali stacjonarnej to m.in.: instalacja sprzętu, jego utrzymanie, serwis, wsparcie merytoryczne i techniczne.
Policzmy, samo urządzenie kosztuje od ok. 500 zł (za ok. 4 linie wewnętrzne analogowe i 2 linie miejskie VoIP) do nawet ok. 17000 zł za bardziej zaawansowany sprzęt (np. 30 cyfrowych linii miejskich, 4 wewnętrznych linii analogowych, 64 wewnętrznych bezprzewodowych DECT itp.).
Średnia cena centrali dla małych i średnich firm waha się między 1000 a 3000 zł. Cena ta obejmuje np. od 5 do 12 analogowych linii miejskich, od 10 do 24 analogowych portów wewnętrznych i od 4 do 12 portów GSM w zależności od usługi.
Decydując się na centralę wirtualną oszczędzasz już na samej instalacji, a koszty jej utrzymania są dużo niższe przy większych możliwościach systemowych. Tu cena ogranicza się jedynie do abonamentu, który występuje także w przypadku centrali stacjonarnej (kalkulacja jest więc stosunkowo prosta)

2. Łatwa konfiguracja

Brak konieczności zakupu i podpięcia centrali telefonicznej wiąże się też z łatwiejszą konfiguracją centrali wirtualnej. Zamiast serwisu i pomocy technicznej wystarczy bowiem jedynie wykupić usługę na stronie internetowej firmy proponującej takie rozwiązania.
Konfiguracja odbywa się poprzez panel internetowy i może być wykonana całkowicie zdalnie. Wszelką potrzebną pomoc możemy uzyskać różnymi kanałami takimi jak: telefon, e-mail czy chat z firmą, od której wykupiliśmy usługę.

3. Dane w chmurze

Chmura jest wirtualnym dyskiem internetowym, co oznacza, że zgromadzone na niej dane są dostępne z każdego miejsca na świecie. Dzięki temu zarówno Ty, jak i Twój zespół może pracować np. zdalnie, nie martwiąc się o lokalizację.
Jest to zaleta, o której centrala stacjonarna może jedynie pomarzyć, nie mówiąc już o fizycznym zabieraniu miejsca w biurze w postaci nie tylko samego urządzenia, ale także kabli, czego w przypadku chmury nie doświadczymy. Zagadka logistyczna (gdzie to postawić?) zostaje więc rozwiązana jak węzeł gordyjski.

4. Outsourcing

Wirtualna centrala zostaje zlecona jako usługa zewnętrzna, co oznacza, że użytkownik nie przejmuje się jej serwisem. Oznacza to, że po stronie dostawcy stoi: instalacja, wstępna konfiguracją, dalszy serwis i obsługa systemu. Natomiast aktualizacje wirtualnej centrali następują automatycznie.
W przypadku centrali stacjonarnej wszystko, począwszy od zakupu i instalacji urządzenia aż po dalsze działania dotyczące wszelkich aktualizacji czy rozwiązań serwisowych muszą wychodzić od klienta i być pod jego kontrolą.

5. Lepsza organizacja

Wirtualna centrala jest połączona z systemem CRM, który umożliwia lepszą organizację obsługi klienta. Intuicyjny panel umożliwi m.in. przydzielenie konta użytkownikowi, różne poziomy dostępu do danych, podłączenie modułu sekretarskiego, informację o dostępności linii (ang. BLF – busy lamp field), nagrywanie i analizę rozmów, konfigurację czy wgranie adresów telefonicznych.
CRM umożliwia także przekierowania, IVR (system zapowiedzi głosowych, o którym dokładniej opowiemy w punkcie 12.), ustawienie godzin pracy, itp.

6. Budowanie relacji z klientem

Czy wiesz co jest najsłabszym punktem telemarketingu? Brak organizacji przekładający się na złą obsługę klienta. Przez złą obsługę należy rozumieć nie tylko najwęższą definicję tego wyrażenia, ale także np. dzwonienie do danej osoby mimo jej wyraźnego sprzeciwu. Takie informacje mogą zostać odnotowane właśnie w systemie CRM, który pomoże nam lepiej zorganizować połączenia wychodzące.
Na przeciwnym biegunie niechcianych telefonów stoi budowanie relacji z klientem. Zastanów się, czy dzwoniąc z problemem nie chciałbyś/chciałabyś rozmawiać już z kimś “znajomym”, kto zna sprawę. System CRM pozwala na identyfikację lub łączenie z tym samym konsultantem, co sprawi, że interesant nawiąże więź z Twoją firmą. Centrala stacjonarna nie daje takich możliwości, mogąc wręcz szkodzić “nękaniem” klienta.

7. Lepsza analiza danych

Czy myślisz, że CRM to jedynie organizacja rozmów telefonicznych? Otóż nie, dzięki systemowi masz także możliwość lepszej analizy danych. Za jego pomocą możesz bez problemu wygenerować billingi, raporty, statystyki oraz dokonać importu lub eksportu danych.
Dzięki temu uzyskujesz informację potrzebne do ewaluacji call i contact center, nie musząc skupiać się na odsłuchaniu rozmów czy występować z prośbą do operatora za każdym razem, gdy potrzebujesz takich danych.

8. Wyższa jakość usług

Jak możemy wywnioskować na bazie poprzednich punktów, PBX, zintegrowana z systemem CRM, który daje automatyzację, możliwość zebrania danych o kliencie oraz ich analizę przekłada się na wyższą jakość usług. Wirtualna centrala wpływa więc bezpośrednio i pośrednio na obsługę Twoich klientów.

9. Oszczędność czasu

Ile czasu Twoi handlowcy tracą nacinając się na pocztę głosową? Policzmy, czas nawiązywania połączenia do momentu uruchomienia poczty głosowej trwa, w zależności od operatora od ok. 28 do 45 sekund.
Następnie jeszcze jest czas reakcji rozmówcy, który przecież nie zorientuje się w tej samej sekundzie, że rozmawia z automatem. Czas reakcji wynosi przeciętnie ok. 1 sekundy, z kolei przerwanie połączenia zajmuje ok. 2 – 3 sekund (wszystko zmierzyliśmy!). W takim wypadku tracimy średnio pół minuty na oczekiwanie i ok. 3 – 4 sekund na reakcję i rozłączenie.
No dobrze, ale w sumie 3 – 4 sekundy to nie tak dużo. Policz sobie jednak, ile razy w ciągu dnia zdarzają się takie sytuacje. Wystarczy ich kilkanaście, by przełożyły się na minuty, które natomiast w skali miesiąca zamieniają się w godziny. O skali rocznej nie wspominając.
W przypadku PBX nie ma takiego problemu ze względu na mechanizm AMD (ang. answering machine detection), który wykrywa skrzynkę głosową, automatycznie przerywając połączenie.

10. Efektywniej

Wirtualna centrala zapewnia także większą efektywność. Za jej pomocą można np. zabrać kilku użytkowników w jedną grupę identyfikowaną wspólnym numerem. Takie połączenie sygnalizowane jest w aparatach wszystkich osób przypisanych do grupy lub w telefonie wybranym według określonych parametrów (np. losowo, liniowo bądź karuzelowo).
Również inne funkcje systemu wirtualnej centrali są w stanie zapewnić większą efektywność niż w przypadku jej stacjonarnego odpowiednika. W systemie można z łatwością określić dane czy adnotacje dotyczące klientów, dzięki czemu np. możemy sobie zaznaczyć, do których osób system nie powinien dzwonić, co również daje dużą oszczędność czasu.

11. Automatyzacja

Wirtualna centrala to zarazem większa automatyzacja. Dzięki wyborowi takiej usługi możemy ustawić:
  • integrację z numerami telefonicznymi już wpisanymi do bazy,
  • przekierowanie połączeń,
  • transfer połączenia do innego użytkownika lub poza centralę,
  • skrócone numery wewnętrzne,
  • funkcję direct call pickup, czyli przejęcie połączenia z telefonu zajętego lub przy którym nikogo nie ma,
  • funkcję „nie przeszkadzać”,
  • możliwość współpracy ze sprzętem w standardzie SIP,
  • obsługę faksów drogą elektroniczną,
  • numery dla połączeń wychodzących,
  • zastrzeżenie prezentacji numerów dla połączeń wychodzących,
  • reguły blokowania numerów.
Oraz inne funkcje, które mogą być również dostosowywane indywidualnie w zależności od Twoich potrzeb. Funkcje te są łatwe do ustawienia w panelu, z którego obsługuje się PBX i wiążą się z prostą konfigurację usługi. Jest to zatem zupełne przeciwieństwo centrali stacjonarnej, o czym mówiliśmy już w punkcie 2.

12. Lepsza informacja

Wirtualna centrala daje także dużo większe możliwości informowania interesanta. Oprócz standardowych funkcji t.j. możliwości pozostawienia wiadomości na poczcie głosowej czy informowania klienta o godzinach pracy konsultantów istnieje także system IVR, o którym już wspomnieliśmy. IVR , czyli ang. interactive voice response to interaktywna obsługa naszego rozmówcy.
Dzięki temu możesz m.in wybrać ścieżkę, którą przejdzie interesant, autoryzację, przekierowanie (także uzależnione od daty i godziny, np. w dni świąteczne), zapowiedź i jej odtwarzanie, ustawić odpowiednią muzykę w oczekiwaniu na połączenie (tzw. MOH) czy zdefiniować operację reakcyjną na błąd (np. w wyborze danej opcji) rozmówcy.
I na razie to chyba już tyle, choć punktów znalazło by się pewnie dużo więcej. Np. powiedzieliśmy już, że PBX jest tańszym rozwiązaniem niż centrala stacjonarna, ale nie wierz nam na słowo.
Wedle badań dostawców urządzeń telekomunikacyjnych, oszczędność ta wynosi od 50 do 85% za samo utrzymanie. Do tego dochodzi jeszcze brak kosztów samego sprzętu i jego instalacji.
Dużo lepsze jest także wsparcie techniczne obecne przy takim rozwiązaniu, ale być może chcesz sprawdzić te informacje już sam/a. W takim wypadku zapoznaj się z przydatnymi materiałami, które omawiają temat bardziej wyczerpująco.
Polecamy ebook >>> Wirtualna Centrala Telefoniczna! Niezbędnik nowoczesnego biznesu
submitted by FocuTelecom to u/FocuTelecom [link] [comments]


2017.12.06 01:41 grmblstltskn Cześć! Chciałabym rozmawiać po polsku z kimś. Uczę się polski, ale tylko na semestr, i potrzebuję praktykę!

submitted by grmblstltskn to Polish [link] [comments]


2017.07.07 10:38 ben13022 Wojciech Jagielski: Reporter stał się wrogiem

Zaskoczyły pana zamachy w Paryżu?
Wiemy już, że za zamachami stali muzułmanie z Europy, którzy wcześniej wyjeżdżali do Syrii walczyć po stronie Państwa Islamskiego. Zupełnie jak Szamil i Raszid, bohaterowie pana najnowszej książki "Wszystkie wojny Lary".
Tak robi Lara, która wyrusza do Syrii szukać synów. Pan nie chciał pojechać na tę wojnę?
To znaczy?
Kiedy nastąpiło to pęknięcie?
Pearl był amerykańskim dziennikarzem, który został uprowadzony w Pakistanie w 2002 roku. Kilka tygodni później Al-Kaida umieściła w internecie nagranie z jego ścięcia.
Losy Szamila i Raszida, braci, którzy zaciągnęli się na świętą wojnę, poznajemy przez opowieść ich matki Lary.
Jak pan ją poznał?
Lara mówi, że mieszkańcy doliny Pankisi nigdy nie byli specjalnie religijni. Skąd w takim razie tylu ochotników na wojnę w Syrii z tamtego regionu?
W miejsce człowieka radzieckiego pojawił się homo dżihadicus?
Ale synowie Lary nie radykalizują się na biednym Kaukazie, tylko w bezpiecznej i bogatej Europie. Podobnie zresztą jak sprawcy ostatnich zamachów w Paryżu.
Szamil prosi szefa o awans, a w odpowiedzi słyszy: "Jak jesteś niezadowolony, to wracaj tam, skąd jesteś".
Ale ojciec Szamila chce mu integrację w Europie ułatwić. Pracuje na trzy etaty, żeby synowie niczym nie różnili się od rówieśników.
To co jeszcze jest potrzebne?
Syn Lary odnajduje wspólnotę wśród imigrantów takich jak on. I mówi, że "dopiero odkąd zaczął chodzić do meczetu, wie, kim jest".
Nawet śmierć może być rozwiązaniem. Szamil mówi, że zazdrości tym, którzy giną w zamachach samobójczych.
Szamil też czuje się skrzywdzony; mówi, że Zachód nie lubi muzułmanów.
To psychologia. A polityka?
Szamil ma żal, że Zachód zostawił Syrię samą sobie. Powinniśmy byli zaangażować się w tę wojnę?
Ale to właśnie ta wojna wygnała z domów uchodźców, którzy cały czas napływają do Europy. Jesteśmy za to odpowiedzialni?
Jak walczyć z Państwem Islamskim? Po zamachach w Paryżu Francja zapowiada wzmożenie nalotów.
A uchodźcy? Obawiam się, że historia Raszida i Szamila dostarcza argumentów przeciwnikom ich przyjmowania. Przyjechali, przyjęliśmy ich i proszę - wyjechali walczyć po stronie PI.
To co powinniśmy zrobić?
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,19319282,wojciech-jagielski-reporter-stal-sie-wrogiem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.03.30 19:20 ben13022 Maria Dąbrowska, założycielka Fundacji „Zmiana” resocjalizacji przez czytanie oraz dostarczaniu książek do więzień.

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Mawia Pani, że najłatwiej zacząć rozmowę od książek. Pani ma czas na czytanie?
MARIA DĄBROWSKA: Głównie w nocy albo w niedzielę, kiedy staram się nie pracować. Wtedy czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce. A powiedziałam tak o początku rozmowy, bo wydaje mi się, że wszyscy mamy jakiś stosunek do książek. Pan się nie zgadza?
Po pierwsze, nie bardzo wierzę w te statystyki. Nie znam ludzi, którzy nie czytają, a już na pewno nie istnieją tacy, którzy nie mają żadnego stosunku do książek. Proszę wyjrzeć przez okno: mieszkam w „centrum zła”, na Pradze, i kogokolwiek spotkam, ma coś do powiedzenia o czytaniu. Czytają bezdomni, i to dużo. Mamy tu takich z Dworca Wschodniego, stałych klientów Praskiej Biblioteki Sąsiedzkiej, jednej z bibliotek dla mieszkańców, jakie zakładamy w Fundacji „Zmiana”. Wszyscy tu wiedzą, że jestem „panią od książek”, i niektórzy uważają moją działalność za głupią. Ale nawet to jest jakiś stosunek do czytania.
Nic tak nie pomaga: ani gry, ani telewizja, ani rozmowy z kumplami. Z czytaniem w więzieniach miałam i mam wiele do czynienia, choćby w ramach akcji „Książki w pudle”, polegającej na dostarczaniu ich do więzień, wiele też spędziłam czasu z osadzonymi. Ale moje najinten-sywniejsze doświadczenie z literaturą za kratami pochodzi z ostatniego roku. Stworzyliśmy grupę 12 osób skazanych na dożywocie. Założyliśmy – nieformalnie, bez dofinansowania czy oficjalnej akcji – w areszcie śledczym Warszawa-Białołęka klub dyskusyjny. To było niewiarygodne wyzwanie.
...a oni, tzn. pracownicy służby więziennej, muszą patrzeć, kontrolować, pilnować mojego bezpieczeństwa. Teoretycznie.
Praktycznie dla części z nich nasze gadanie o książkach jest nudne, więc nieraz wychodzą. Pamiętam scenę sprzed wielu lat: przyprowadzili mi skutego człowieka. Nogi i ręce. Dla mnie to było krępujące. Powiedziałam, że nie bardzo rozumiem, o co chodzi, bo jeśli on ma wyjść za pięć lat, to ja muszę widzieć faceta bez ograniczeń. Dodałam, że jak będzie chciał, to mi te ręce z kajdanami zarzuci na głowę i w sekundę udusi. I że nie ma interesu, by to zrobić, więc pewnie nie zrobi.
Zdjęli. Innym razem zostawili mnie z pistoletem! Panie, czy ja wyglądam na taką, co by strzelała?!
No, cholera – nie!
Przekonałam się, że dla tych ludzi nie ma normalnych, tzn. naszych, punktów odniesienia. Nie należy do nich z pewnością przyszłość w naszym rozumieniu, bo cała jest tutaj, a nie na zewnątrz. I zrozumiałam, że tym razem moim zadaniem nie jest zabieranie tych facetów do „naszego świata”, ale nauczenie się ich świata.
To był mój jedyny warunek: cechą charakterystyczną życia za kratami jest to, że nie dokonuje się wyborów – nawet pory zgaszenia światła.
Trudno mi o tym w ogóle mówić, bo nie byłam u nich już dwa miesiące. Czuję się, jakbym zawiodła.
Najpierw byłam chora, później bardzo zmęczona. I dotąd nie znalazłam w sobie siły.
Dzwonią! W ich kategoriach zresztą pewnie nie zawiodłam, bo znają powody mojej nieobecności. Zawiodłam w swoich, bo okazałam się za cienka.
Niech pan nie żartuje: za cienka na system. Na samą myśl, że mam znowu przekraczać tę pieprzoną bramę, wysłuchiwać prześmiewczych komentarzy panów oddziałowych: „Jeszcze im tylko książek brakuje”, albo: „Po co im to, przecież i tak nigdy nie wyjdą”. Choć nie chcę, by pan napisał, że to jest tylko jakiś aparat opresji, przymusu. Wszędzie, tutaj też, pracują ludzie. A chłopaki? Chłopaki to jest luz.
To prawda, często okrutni. Tu nie ma miejsca na żadne „ale”. Tyle że ja nie jestem od tego, by orzekać o ich winie. Zwłaszcza że przecież oni żyją, i to nie przypadkiem: jako społeczeństwo się na to zgodziliśmy. A skoro żyją, to mają prawo do myślenia, modlitwy, czytania. Ja jestem od tego ostatniego, więc robimy to razem.
Coś panu powiem. Oni czytają inaczej.
Np. nie mają dostępu do recenzji, nie wiedzą, co jest „dobre”, a co „złe”. Wiedzą, że „należy” czytać kryminały, ale o tym dowiadują się od siebie nawzajem, a nie z zewnątrz.
Japońską „Sztukę wojny”. Ja w ogóle nie miałam pojęcia, że taka pozycja istnieje! Patrzyli na mnie, jakbym się urwała z księżyca.
Tak, i nawet dało się to czytać.
Nie chcę generalizować, ale mogę powiedzieć, jak to jest z tą moją dziesiątką, w porywach dwunastką, bo prawie nigdy nie jest tak, że wszyscy przychodzą. Więc tematy wiodące były takie: wojna, tyrani, gułagi, masowe mordy, obozy. Krew musiała się lać, musieli ginąć ludzie. Nie wiem, z czego to wynika, może po prostu lubią się dowiadywać, że istnieją gorsi od nich?
Powiem panu, dlaczego służba więzienna mnie lubi. Oni wiedzą, że ja nie powiem: „Jak mi przykro, że wy siedzicie”.
„Nie dziwię się, że kochacie Nerona, w końcu – jak by nie patrzeć – zabił więcej niż wy”. Albo: „Ja być może nie zawsze szłam do łóżka, z kim naprawdę chciałam, ale panowie to jesteście mordercami”. To nie jest miłe – słuchać takich rzeczy.
Reszta to opowieść o tym, co może zrobić edukacja czytelnicza.
C- o może?
Mówiłam: „Wy tu ciągle o zabijaniu, a ja to bym tak chciała o miłości”. Jak się krzywili, to dodawałam: „Przecież wiem, że tęsknisz za córką”, albo: „Nie opowiadajcie, żeście się nigdy nie zakochali!”. Zaczęliśmy od filmów. Wyszło, że wszyscy oglądali „Notting Hill”, a jak przychodzi Boże Narodzenie, to patrzą na „Wszyscy mówią »kocham cię«”. Wie pan, takie ładne historie. W ten sposób doszliśmy do zupełnie innych książek.
Np. do „Anny Kareniny”. Właśnie nie Dostojewski, bo to ja byłam za Dostojewskim (śmiech).
Musi pan pamiętać, że dla nich atrakcyjność tych spotkań polega na kontakcie ze światem zewnętrznym, czyli ze mną. Ważne jest, że się z nimi witam, że się ich nie brzydzę, że zawsze pamiętam, co do mnie mówili, a jak nie pamiętam, to ich przepraszam.
To akurat oczywiste: nikt ich nie dotyka. A my robimy „miśki”.
Bardzo. I dla mnie też ważne, bo wiem, że dla nich ważne.
Wspomnienia, te dawne. Bo każdy miał jakiś smoczek, jakąś zabawkę, kogoś. Jeden mi opowiedział historię dzieciństwa, a ja pojechałam w jego strony i zrobiłam zdjęcia. Płakał.
Nic szczególnego: jak mieszkał u babci, jak bawił się na podwórku. Potem było gorzej, więc zaczął na to podwórko uciekać. A tam, gdzie mieszkał, łatwo było zostać gangsterem. Pobił jakichś ludzi z tak zwanym skutkiem...
Nie byłoby łatwo, gdybym była śledczym. Ale ja jestem od targania książek.
Np. „13 pięter” Filipa Springera, w ramach akcji „Warszawa czyta”, do której zgłosiłam moją grupę w zeszłym roku. Lubię ich angażować w bieżące, zwłaszcza kulturalne wydarzenia, oni też to przeżywali. Choć miałam obawy, czy nie czytają tej książki tylko z uwagi na udział w głośnej akcji.
Wszyscy! Mimo że był to wysiłek, głównie organizacyjny. Bo musi pan wiedzieć, że my jesteśmy takie dziady bez forsy, miałam jeden egzemplarz... Trwało to 3 miesiące, ale przeczytali. Po swojemu.
Interesowało ich, jak te trudne, opisywane w książce warunki mieszkaniowe tworzą losy ludzi. Ich losy. Bo oni z takich kamienic pochodzą.
Głównie Łupaszka i „żołnierze niezłomni”. Ale potem zaczęliśmy rozmawiać, dochodząc do wniosku, że historia ludzi toczy się różnie, zależnie od okoliczności. I że na temat historii przez duże „h” są różne poglądy. Czytaliśmy „Pochówek dla rezuna” Pawła Smoleńskiego. A właściwie ja im czytałam – na głos. Mam to nawet nagrane, jak się robi stopniowo cisza. Dla nich to było straszne, że jedna z bohaterek nie mogła pochować męża-Ukraińca...
Czytaliśmy też inne reportaże. Np. „Zdążyć przed Panem Bogiem” Krall, krótsze formy Mariusza Szczygła, całego niemal Kapuścińskiego. A zaczęliśmy od „Wojny futbolowej”. Bo oni są wszyscy kibicami...
Do pytania: „co słychać?”. Jeśli chodzi o wydarzenia medialne, to ja im to pytanie zadawałam. A oni: „To pani nie wie? Pendolino krowę przejechało!”. Relacjonowali, o czym się gada w TV, a ja siedziałam i mówiłam: „Ja pierdzielę, co to za kraj!”.
Do telewizorów, konsoli, ale już do internetu – poza zajęciami w szkole – nie. Dowiadywałam się od nich nawet, że byłam w telewizji, i co w tej telewizji powiedziałam (śmiech).
Chyba nic specjalnego, poza chęcią skończenia czegoś, co zaczęłam. Pewnie jest w tym też jakaś ekstremalna sytuacja, w której chcę sama siebie badać.
Czy na pewno jestem tak pokorna, jak mi się wydaje. Czy widzę w każdym człowieka, czy tylko tak sobie wyobrażam? Ta pokora jest dla mnie ważna. I godność każdego. Weźmy jednego z tych moich „czytaczy”, nazwijmy go Romkiem. Pewnego razu awansował: został kimś od rozdawania obiadów na korytarzu. A to oznacza, że dwa razy dziennie chodził po korytarzu, w związku z czym nie miał już tylko do czynienia z sześcioma kolesiami z celi. To była taka zmiana, że jak go zobaczyłam, to nie poznałam...
Więc z jednej strony godność. A z drugiej, jak sobie czasem pomyślę, co niektórzy zrobili... Tak, to jest opowieść o pokorze.
Do zrozumienia może tak, ale dla mnie czasem nie do udźwignięcia.
Głupim. Politycy, np. wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, mówią: „Doprowadzimy do tego, że wszyscy będą pracować w więzieniach”. Wie pan, o co chodzi: „Mordują, a my potem ich wszystkich utrzymujemy”. Problem w tym, że tego się nie da zrobić. Wszyscy nie mogą pracować.
Wiele rzeczy, i to na lepsze. Przede wszystkim warunki odbywania kary, sposób traktowania więźniów. Nie pozbyliśmy się przemocy, ale jest dużo lepiej. Zmieniła się też służba więzienna, zwłaszcza na górze. Na mądrzejszą.
No, głupie to było, populistyczne. Pamiętam Tuska mówiącego w duchu Ziobry, o kastracji pedofilów. A mało kto rozumie, że to nie jest kwestia obrony Trynkiewiczów albo innych niebezpiecznych, tylko zasad dotyczących nas wszystkich. Że jak ktoś odsiedział prawomocny wyrok, to politycy nie mogą decydować, komu wolno odebrać godność, wsadzając go do innego zakładu, mimo że odbył karę, a komu nie.
Nie: wychodzą, a potem wracają... Nawet jak na wolności czeka mama z rentą. Bo poza tą mamą są starzy kolesie, jedyny zrozumiały dla nich świat.
Niech pan nie żartuje! Pieniądze na nie dostają głównie bogobojne organizacje, których większość osadzonych zresztą nie znosi.
Owszem, chciałam prowadzić tutoring, rozpoczynać pół roku przed wyjściem. Niby osobą, która niedługo wyjdzie, ma się opiekować kurator. Również po opuszczeniu więzienia.
To wszystko na papierze jest! Współpraca ze środowiskiem lokalnym i pomocą społeczną – też. Na papierze. A tutor to byłby ktoś na podobieństwo asystenta rodziny w pomocy społecznej. Ktoś, kto stanie z tą osobą przed pracodawcą, wesprze, kto będzie spajał różne elementy tego pieprzonego systemu.
Ale pieniędzy na taki program nie dostałam...
Cholernie łatwo! Jednym rozporządzeniem. Trzeba by tylko ustalić kryteria, żeby nie dawać komuś, kto siedział dwa lata. W takim czasie nie zrywają się więzi, linie tramwajowe są wciąż te same.
Ale znam takich, co wyszli po 20 latach... Wie pan, co ich zwykle spotyka po wyjściu? Komornik. Bo wcześniej nie mieli z czego ściągnąć długu, a teraz mają. Ale to nie wszystko. Niech pan sobie to wyobrazi. Ceny się panu pieprzą, bo przez 20 lat nie płacił pan za prąd. A jeszcze w więzieniu myślał pan: „Jak wyjdę, będę zarabiać cztery tysiące. Należy się jak świni picie”. Potem okazuje się, że jest tysiąc, i to na czarno. A trzeba zapłacić wszystko, czego pan nie płacił przez 20 lat. Bo tam się pan zajmował walką o swoje prawa, a nie obowiązkami. Tam obowiązków nie było.
Miałam takiego Piotrka, wyszedł po 13 latach. Codziennie prał ręcznie majtki i skarpetki, a następnie wieszał je na łóżku. Nie mogłam go, cholery, od tego odzwyczaić! Ani przyzwyczaić, że je się widelcem i nożem, a nie tylko łyżką. Że są różne rodzaje talerzy. Gdyby nie miał tutorów, czyli mnie i mojej córki, toby o tych rzeczach się nie dowiedział.
On tu z nami mieszkał! Ze mną i Weronką. Prawda jest taka, że po wyjściu najlepszym rozwiązaniem jest wyjazd – jedyna szansa, by nie wrócić do poprzedniego środowiska.
A pamięta pan kiedykolwiek w Polsce sytuację, że „pomaganie bandytom” się politycznie opłacało?
Też nam się wydaje, że tego nie potrzebujemy. Ja, proszę pana, żeby wejść do domu, muszę się natrudzić bardziej, niż wchodząc do więzienia. Brama za bramą, zabezpieczenia... Logika jest taka: odgrodzić się, zabezpieczyć, a tych, którzy coś zrobią złego – zamknąć, nie martwiąc się, co będzie, jak powychodzą. Wolimy karać, niż ponosić odpowiedzialność za ludzi.
Też, ale prawdziwym problemem jesteśmy my. A co do państwa, takie jak nasze stanowią większość.
Da się.
Pokażę panu książkę – „Więzienia nędzy” Loïca Wacquanta. On napisał, że większość krajów przegrywa ze zjawiskiem recydywy, bo oddzieliły się od siebie różne elementy systemu. Jak pan jest w więzieniu, dotyczy pana tylko kodeks karny wykonawczy. A powinna dotyczyć ustawa o pomocy społecznej, o aktywizacji zawodowej, kodeks pracy, prawo do kultury itd. Możemy się oburzać, że Breivik ma dobre warunki osadzenia, ale faktem jest, że najmniejsza powracalność do więzień jest w Skandynawii i Danii.
Jeden z naszych wcześniejszych projektów, „Powrót na prostą”, był dobry, bo budował więzi, które są ważne w każdej trudnej sytuacji. Tylko że u nas na więzi nie zwraca się uwagi.
Pan się herbaty napije?
Większość z tych programów nie ma sensu! Kursy aktywizacji są zwykle nikomu niepotrzebne, bo my mamy nadprodukcję glazurników, poza tym i tak tego człowieka nikt nie zatrudni...
Tylko dlaczego temu pracodawcy pozwala się zaglądać do rejestru skazanych? Przecież ten człowiek już odbył karę!
Jak pan pracuje w magazynie, to pan musi przynieść zaświadczenie, że nie był karany. Mówię: „Bierzcie byłych więźniów, nawet jeśli coś kiedyś ukradli w magazynie”. Ja w więzieniu spotykam naprawdę wielu, którzy – zanim tam trafili – pracowali na podstawie zaświadczenia o niekaralności...
Czytał pan raport NIK z listopada 2015 r.? Programy realizowane w więzieniach są niechlujne, niski jest ich poziom, robi się je pod przymusem. Co z tego, że przejdzie pan pięć treningów zastępowania agresji?
Powiem panu na koniec: więziennictwo to jest państwo w mikroskali.
Że wycinamy rozum. Że lubimy przede wszystkim karać. Że nie umiemy zarządzać. Że mamy gdzieś więzi społeczne. Że nie patrzymy w perspektywie „sadzenia drzewa”... Wszystko, co się tam dzieje, to jest opowieść o państwie. I to nie jest miła opowieść. ©℗
MARIA DĄBROWSKA, założycielka Fundacji „Zmiana”, zajmuje się m.in. resocjalizacją przez czytanie oraz dostarczaniem książek do więzień. Z wykształcenia jest pedagogiem.
Wywiad przeprowadził Przemysław Wilczyński
źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl/recydywa-panstwa-147321
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.31 17:00 SoleWanderer MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny

Mogliśmy się już widzieć, i to w tym samym miejscu. W 2011 r. Mateusz Bożydar Marzoch, prezes jednego z warszawskich Kół Młodzieży Wszechpolskiej, asystent posła Roberta Winnickiego, „narodowiec, katolik”, jak przedstawia się na Twitterze, szedł w Marszu Niepodległości. Ja stałam w pobliżu kawiarni przy placu Konstytucji w kontrmanifestacji. Minęło 5 lat, niewiele mniej niż nasza różnica wieku.
Kiedy 1 sierpnia obserwowałam kolejny przemarsz narodowców, oprócz wielu innych uczuć – opisanych przeze mnie na łamach „TP” w tekście „Nowy Świat maszeruje” (nr 33/16) – poczułam wstyd. Wstyd, że nie weszłam w tłum i nie zapytałam: „Dlaczego tu przyszedłeś?”, ale także z powodu własnej pogardy i poczucia wyższości. Poniższa rozmowa wzięła się m.in. z potrzeby przełamania tej postawy.
MAGDALENA KICIŃSKA: Dziękuję, że zgodził się Pan na spotkanie – wielu przedstawicieli organizacji, o których pisałam w „TP”, nie chciało rozmawiać. Zwłaszcza że był Pan jedną z osób, które negatywnie skomentowały naszą okładkę sprzed dwóch tygodni.
MATEUSZ BOŻYDAR MARZOCH: Bardziej nie podobał mi się tytuł. Bo dlaczego to, co robimy, jest kradzieżą? To przywracanie Polakom świąt i rocznic. Zanim organizacje narodowe o to nie zadbały, mało kto je celebrował, a jeśli, to niemrawo. Teraz – tłumy. Dopiero od niedawna mamy też np. Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To zasługa pracy u podstaw, którą robimy.
A nie prezydentów Kaczyńskiego i Komorowskiego, którzy przeprowadzili proces legislacyjny w tej sprawie?
Oni raczej wyczuli, że powinni to zrobić, reagując na presję. To my upomnieliśmy się o pamięć.
Krzycząc 1 sierpnia: „Śmierć wrogom ojczyzny”?
To hasło ściśle historyczne, używane szczególnie po II wojnie światowej, kiedy polscy partyzanci walczyli z okupantem sowieckim i z ludźmi, których uważali za wrogów.
Chce mnie Pan przekonać, że nie ma w tym okrzyku odniesień do tu i teraz?
1 sierpnia krzyczeliśmy też „Jedna kula, jeden Niemiec”, a nie wydaje mi się, żeby ktoś teraz nawoływał do zabijania Niemców. Bądźmy poważni.
Niech mi więc Pan wytłumaczy związany z Powstaniem kontekst innego hasła, które skandowano: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”?
Tu przyznam: nie wiem, co koledzy mieli na myśli. Ale nie dam się wmanipulować. Pani chce, żebym powiedział, że dosłownie bierzemy to, o czym krzyczymy.
Chcę zrozumieć, co Panu daje wykrzykiwanie tych haseł.
Poczucie sensu: czerpiąc z doświadczenia tamtych ludzi i oddając im cześć, czuję z nimi łączność. Wiem dzięki temu, gdzie i kim jestem, i jakie z tego wynikają dla mnie obowiązki. Np. w czasie wojny – jak należy się zachować. Wiem, że poszedłbym walczyć z tymi samymi hasłami na ustach.
A w czasie pokoju? Oglądałam Pański profil na Facebooku i konto na Instagramie. Widzę, że lubimy podobną muzykę, i zastanawiam się, czy jest coś, co poza muzyką może nas łączyć.
Poglądy pewnie nie.
Obawiam się Pańskich.
Niesłusznie. Nie jesteśmy tacy źli.
Nie dopuszczacie możliwości, że ktoś inaczej widzi świat.
Bo jesteśmy pewni, że nasza wizja jest dla Polski najlepsza.
O tym mówię – o braku wątpliwości. Jak się go zdobywa? Jak znalazł się Pan w Młodzieży Wszechpolskiej?
Pochodzę ze wsi, gdzie moi rodzice prowadzą gospodarstwo. Tam się wychowywałem, później poszedłem do liceum w powiatowym mieście i mieszkałem w internacie. Nie wiedziałem wtedy zbyt wiele o organizacjach narodowych. Od gimnazjum udzielałem się jako harcerz.
ZHP?
Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza. Wciągnął mnie kuzyn i to właśnie tam nabrałem poczucia, jak wielki sens ma nie tylko praca – co wyniosłem wcześniej z domu, bo od najmłodszych lat pomagałem w prowadzeniu gospodarstwa – ale przede wszystkim służba.
Czym ona jest?
Pomocą drugiemu człowiekowi, pracą na rzecz wspólnoty i gotowością do poświęceń na jej rzecz.
Tu się zgadzamy – ja również uważam, że to istotna wartość.
No więc ja podjąłem służbę na rzecz Młodzieży Wszechpolskiej – w 2011 r. pojechałem na Marsz Niepodległości i zobaczyłem, że potrzebna jest pomoc. Wstąpiłem do Straży Marszu – budowała ją m.in. MW, trafiłem na spotkanie. Sprawdzili, kim jestem.
Jak?
Weryfikacja polegała na rozmowie, sprawdzeniu naszych profili na Facebooku, to wszystko. Od początku roku akademickiego – kiedy zacząłem studia: bezpieczeństwo wewnętrzne na UW – zacząłem chodzić na spotkania. I od tej pory każda akcja, każda służba, którą pełnimy – np. ostatnio, przy pogrzebie kard. Macharskiego na Wawelu – daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że dokonałem właściwego wyboru.
To znaczy?
Że jestem wśród ludzi, którzy myślą tak jak ja i chcą tego samego.
Wcześniej Pan tego nie czuł?
Może w harcerstwie, ale z tego się wyrasta. A potrzeba zostaje.
Co Pan ostatnio czytał?
„Wszechpolaka”.
A książki?
Szczerze mówiąc, od dziecka muszę się do książek zmuszać.
Pytam, bo chciałabym się dowiedzieć, co Pana ukształtowało.
Już powiedziałem: praca. To, co robiłem w domu, potem w harcerstwie, teraz w MW – dla innych i dla narodu.
Jest Pan honorowym dawcą krwi.
Od 18. roku życia. I dawcą szpiku.
A kiedy patrzy Pan na probówki, w których zgromadzona jest krew, w każdej taka sama, nie myśli Pan – kto ją oddał, komu zostanie przetoczona?
Nie, bo człowiek to człowiek, życie to życie. Jeżeli umierałby ktoś, kto jest innego koloru skóry, wyznania czy nawet, powiedziałbym, orientacji, moje człowieczeństwo nakazywałoby mu pomóc i tę krew przekazać.
Woodstockowiczowi też?
Na Woodstocku nigdy nie byłem.
Może gdyby Pan na własne oczy zobaczył uczestników festiwalu, to nie napisałby Pan o nich na Twitterze „podludzie”.
Widziałem filmy i zdjęcia – zachowywali się jak robaki, taplali w błocie jak zwierzęta.
Nie mają prawa bawić się tak, jak uważają za stosowne?
A ja mam prawo to oceniać.
To chyba nie po chrześcijańsku mówić, że ktoś jest „podczłowiekiem”.
Dlatego jako chrześcijanie chodzimy do spowiedzi.
A z tego się Pan wyspowiadał?
A to już moja intymna kwestia.
Wpisu Pan nie usunął.
Oj, wiele wpisów wisi, które bym chciał pokasować, ale nie mam czasu.
Można być polskim patriotą i gejem?
Wie pani, to trudne pytanie. Homoseksualizm jest czymś nienaturalnym, co dotyka człowieka na jakimś etapie jego życia.
Homoseksualizm nie jest chorobą, wyborem ani stylem życia.
Według mnie jest schorzeniem. Ale osobiście uważam, że taki człowiek też mógłby zginąć za Polskę.
Ginęli. Oddawali życie za Polskę ludzie różnych wyznań, orientacji…
No dobrze, dobrze, znamy te historie…
Dlaczego Pan się śmieje?
Wszystko można zmanipulować – mówić np., że „Rudy” był homoseksualistą.
A to by było coś złego, gdyby był?
Dla mnie? Tak.
Bo?
Bo to nienaturalne i niezdrowe dla tej osoby i dla społeczeństwa. Ale nie uważam, że należałoby tych ludzi zabijać.
A mniej drastycznie – być członkiem tej samej wspólnoty też nie należy?
To nie tak. Nasz problem z tymi ludźmi nie wynika z tego, że oni mają ten swój problem, ale z tego, że chcą, żebyśmy my ich defekt zaakceptowali i przyjęli jako normę. Na to zgody nigdy nie będzie. Bo to pierwszy krok, za nim idzie cała ideologia tolerancjonizmu, która doprowadziła do tego, co się teraz dzieje na zachód od Polski.
Co to jest tolerancjonizm?
Zachód wybrał zupełną anarchię i ideologię, która go rozbroiła, wmawiając ludziom, że wszystko jest dobre: chcesz być kobietą, chociaż się urodziłeś mężczyzną – nie ma sprawy. Chcesz zabić dziecko – twoje prawo, a aborcja to oznaka wolności kobiety. I że nie zabija się człowieka, że to tylko zlepek tkanek. Więc ja się pytam: co z tego zlepka tkanek będzie potem? Słoń? Zachód zapomniał, że są rzeczy niepodważalne.
Dla mnie to, co niepodważalne, to prawa człowieka, dla Pana – prawa boskie, prawa jednej religii?
Moja wiara zakłada, że człowiek całe życie powinien dążyć do zbawienia, a inni ludzie, inni katolicy, powinni pomagać ludziom obok siebie, nawet niewierzącym, znaleźć drogę do zbawienia.
I chce Pan narzucać swoją wizję tego, co można, a czego nie można, innym?
Jeszcze nie narzucamy.
Jeszcze...
Nie muszę narzucać komuś, żeby miał narodowe poglądy i za największe dobro uważał naród, choć tego bym chciał – pamiętając, że przed narodem tylko Bóg. Ale są sprawy fundamentalne, w których nie możemy pozwolić, by ktoś decydował o sobie wbrew boskiemu prawu i wbrew interesowi narodu. Taką sprawą jest np. aborcja.
Ci, którzy Pańskiego zdania nie podzielają, są wrogami ojczyzny?
Wrogami ojczyzny są ci, którzy prowadzą do jej moralnego zepsucia, do liberalizmu, źle pojętej tolerancji i odejścia od wartości chrześcijańskich, na których została zbudowana. Wszyscy, którzy starają się to negować, którzy starają się doprowadzić do tzw. multikulturalizmu i wymieszania wszystkich ze wszystkimi, zniesienia granic – także moralnych. Wszyscy ci, którzy na pierwszym miejscu nie stawiają interesu Polski i narodu polskiego, ale jakiś wyimaginowany europejski albo swój własny.
Bardzo ogólne słowa.
Mam nazwiskami wymieniać?
Pańscy koledzy często to robią. Spróbuję zgadnąć: np. ci, którzy popierają prawo do decydowania o przerywaniu ciąży? Zwolennicy przyjmowania uchodźców? Osoby, które są LGBT i które działają na rzecz ich praw?
Wszyscy oni działają na rzecz degrengolady moralnej społeczeństwa, a nie na rzecz ochrony praw. Oglądała pani igrzyska olimpijskie, bieg na 800 metrów i te trzy pseudopanie, które paniami raczej nie są…
Ale co to ma wspólnego z prawami osób LGBT w Polsce?
To przykład tego, do czego oni dążą. Do przywilejów, chcą sobie ugrać przywileje. Tak to się zaczyna – mniejszość krzyczy, że jest dyskryminowana, a tak naprawdę chce lepszego traktowania. Od znajomych, którzy wyjechali do Wlk. Brytanii, wiem, że tam np. dotyczy to czarnoskórych. Nie pracują tak ciężko jak my, są leniwi, ale jak pracodawca chce ich zwolnić, to zarzucają mu rasizm.
To, co Pan mówi, to właśnie rasizm: wywyższanie jednej rasy ponad inną na podstawie fałszywych uogólnień. Mniejszości nie chcą być „lepsze”, chcą być równe.
Pani w to wierzy, ja nie.
A rozmawiał Pan z kimś, kto działa np. w organizacji LGBT?
Nie, i jakoś nie chcę.
Może by się Pan dowiedział, że chcą czegoś innego, niż Panu się wydaje.
Wystarczy mi widzieć Paradę Równości i to świństwo, które tam maszeruje. Faceci poprzebierani za kobiety, pomalowani jak jakieś nabzdyczone panie z burdelu; pseudo-katolicy, którzy chcą, żeby ich Kościół zaakceptował; mężczyźni, którzy wymachują sztucznymi penisami, co to ma być? To wbrew naturze. Najpierw akceptacja dla par homo, potem adopcja, a potem usłyszymy to, co w Holandii, by zalegalizować zoofilię, albo w Szwecji – by uczyć dzieci obowiązkowo masturbacji. To chore.
Słucham Pana i myślę: to pomieszanie wszystkiego ze wszystkim. Zasłyszane plotki, niepotwierdzone pogłoski, między którymi istnieje wymyślony związek przyczynowo-skutkowy.
Potwierdzone. Dla nas jest jasne, że to wszystko się łączy, a państwo tego nie widzą, bo wierzą w ich dobre intencje.
Ma Pan w swoim środowisku kogoś o innej orientacji niż heteroseksualna?
Nie.
Nigdy nie chciał Pan skonfrontować swoich wyobrażeń z tym, kim oni są naprawdę?
Wystarczy mi to, co widzę i czytam. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a potem granice przyzwoitości się zacierają, i w efekcie rodziny zostają pozbawione wpływu na to, jak wychowują dzieci, bo jakaś ideologia i organizacje, które wcielają ją w życie, uważają, że zrobią to lepiej.
Pańska organizacja też uważa, że ma monopol na prawdę.
Nie można wszystkim na wszystko pozwalać w stylu „róbta co chceta”. Trzeba stawiać granice, żeby mieć w życiu jakieś punkty stałe, wartości, żeby wiedzieć, do czego się odwołać. A odwołać się można tylko do tego, co nas ukształtowało: wiara i historia.
Ma Pan rodzeństwo?
Trójkę.
A jeśli brat powiedziałby, że jest gejem?
Argumenty ad personam są bardzo słabe.
Chciałabym nadać sprawom, o których Pan ma tak mocne poglądy, jakąś twarz.
Na to pytanie nie odpowiem. To intymna sprawa i nie chcę, żeby ktoś w nią ingerował.
Ja nie chcę, żeby Pan ingerował w moje. Pytałam po prostu, co by Pan poczuł.
Nie powiem, że się nad tym nigdy nie zastanawiałem. Ale mam takie szczęście, że zostaliśmy wszyscy dobrze wychowani przez naszych rodziców.
To znaczy, że ktoś, kto jest homoseksualistą, jest nim dlatego, że został źle wychowany?
Tak uważam.
Był Pan na Światowych Dniach Młodzieży. Jak Pan odebrał to, co papież mówił o uchodźcach?
Jesteśmy zawiedzeni. On mówi tylko to, co nakazuje wiara, ale według nas nie do końca bierze pod uwagę zasadę ordo caritatis, czyli porządek miłości, mówiącą o tym, że najpierw trzeba troszczyć się o rodzinę i kraj, a potem o resztę. Poza tym to, co głosi papież, to jego nauka społeczna – pocieszamy się, że nieomylność dotyczy tylko kwestii wiary. W pozostałych, jak każdy człowiek, może się mylić.
Studiuje Pan na UW…
Kończę licencjat.
…Myśli Pan o tym, co organizacja, do której dziedzictwa odwołuje się ta, do której Pan należy, robiła w latach 30.?
Proszę pani, w latach 30. na ulicach jedni strzelali do drugich. Bojówki komunistyczne zresztą…
Pytam też o numerus clausus i getto ławkowe.
Jestem w stanie zrozumieć, że dla Polaków liczna mniejszość żydowska na uniwersytetach to był problem. Że dostawała wiele przywilejów, a zdolni Polacy nie.
Nie dostawała przywilejów – miała zagwarantowaną w konstytucji marcowej równość praw, w tym do studiowania.
Mogli sobie na to pozwolić ze względu na dobre usytuowanie, a Polacy nie.
Według spisu powszechnego z 1931 r. nieliczni Żydzi byli właścicielami majątków ziemskich. Prawie 70 proc. utrzymywało się z drobnego handlu i rzemiosła. Niewielu pracowało w przemyśle, zaledwie 2,6 proc. w administracji. Żydowscy studenci w międzywojniu wywodzili się z różnych warstw społecznych. Mówi Pan, że bicie brało się z tego, że byli na uniwersytetach, bo było ich stać, a polskich studentów nie i odpowiedzią była przemoc? Studenci żydowscy stanowili 20-25 proc. studentów. Czyli mniejszość.
Ta liczba rosła i nie dziwię się, że Polacy się buntowali i chcieli w swoim kraju mieć większy dostęp do szkolnictwa wyższego.
A Żydzi nie byli we własnym kraju?
Ale to dalej byli Żydzi. Mieli obywatelstwo polskie, ale do polskości za bardzo się nie poczuwali.
Skąd Pan to wie?
Dla nich przede wszystkim, zresztą do tej pory tak jest, najważniejszym punktem odniesienia była przynależność do społeczności żydowskiej.
Nie słyszał Pan o asymilacji? O Żydach-patriotach? O tych, którzy służyli w Wojsku Polskim?
To nie zmienia postaci rzeczy, że Polacy chcieli, żeby w ich kraju to jednak rodacy mieli dostęp do tego, co im się należy.
I pałka i pięści były do tego środkiem?
W tamtych czasach tak rozwiązywało się te sprawy. Teraz tak nie jest. Nikt z czystej nienawiści nie chce mordować kogoś – np. Żyda – tylko dlatego, że jest Żydem. Ludzie sobie tak mogą krzyczeć albo pisać w sieci, ale to się nie przełoży na czyny raczej.
Raczej?
Raczej. I tyle.
Nie uspokaja mnie ta deklaracja.
Dopóki te grupy nie stanowią zagrożenia dla Polski, dopóty nie mają się czego bać.
Jaka byłaby Polska, której Pan chce?
Wielka i katolicka. Miałaby się opierać na dobrze zorganizowanym narodzie, gotowym do wspólnego wysiłku na rzecz budowy swojej ojczyzny. Miałaby silną armię i gospodarkę, byłaby silna swoim narodem, dobrze wykształconym, pracowitym, wyszkolonym, by bronić ojczyzny, kiedy jest taka potrzeba, ale też dbać o nią na co dzień, np. płacąc podatki, będąc nieobojętnym na to, że komuś obok dzieje się krzywda. Ta Polska opierałaby się na wartościach chrześcijańskich, poszanowaniu dla życia ludzkiego i rodziny jako podstawowej komórki narodu. Na gotowości do ofiarowania życia za ojczyznę i na zdolności do poświęceń, jeżeli tego akurat będzie wymagała sytuacja.
A co z osobami innego wyznania? Z ateistami?
Nie każemy im zmieniać wiary, możemy nauczać, przekonywać, zachęcać, ewangelizować. Potem po śmierci każdego człowieka Bóg ze wszystkiego rozlicza. Ale taki ktoś musi szanować i przestrzegać naszych zasad.
A co z mniejszościami etnicznymi? Są częścią tej wspólnoty czy nie?
No, nikt Ślązaków np. nie wykluczył, nikt nie wykluczy też społeczności tatarskiej.
A żydowskiej? Wietnamskiej?
Roman Dmowski powiedział, że Polakiem może być ten, kto na pierwszym miejscu stawia interes i dobro narodu polskiego. Jeżeli to jest dla niego punkt odniesienia, to wtedy może określać się Polakiem.
Jak wyglądałby ład międzynarodowy, gdyby każde państwo przyjęło taką filozofię?
Nacjonalizm nie jest szowinizmem. Jest stawianiem na pierwszym miejscu swojego narodu. W stosunkach międzynarodowych to wygląda trochę inaczej. Można tak prowadzić politykę zagraniczną, by o tym pamiętać, ale też prowadzić interesy z innymi.
Mam na myśli co innego: jaki kraj umiał prowadzić politykę, w której na pierwszym miejscu byłby interes narodu, nie wchodząc w konflikty zbrojne z innym państwem o takiej filozofii. Zna Pan takie przypadki?
Myślę, że to da się pogodzić, zawsze powtarzam: trzeba prowadzić dialog i czasem iść na ustępstwa.
Czyli np. oddać Niemcom, gdyby chcieli, Wrocław?
Nie, absolutnie.
Dlaczego, przecież to jest ich interes narodowy, ich ziemia?
Naszym interesem narodowym powinno być odebranie Wilna i Lwowa, Brześcia itd., ale przecież nikt tego teraz nie podniesie. Choć trzeba też pamiętać: granice nie są dane raz na zawsze, tyle lat pokoju nie znaczy, że wojna kiedyś nie wróci.
Młodzież Wszechpolska włączy się w Obronę Terytorialną?
Wielu kolegów już w niej działa, są też w Strzelcu czy innych organizacjach. Wielu służy w wojsku jako żołnierze zawodowi i jako oficerowie. Do MW należą naprawdę różni ludzie, są osoby, które pracują na uczelniach, prawnicy, lekarze, rolnicy. Wszyscy, którym zależy na dobru kraju.
A co to jest patriotyzm?
Odróżniamy patriotyzm od nacjonalizmu. Patriotyzm jest czymś chwilowym, pewnego rodzaju uniesieniem, emocją, która wykwita, kiedy sprzyjają ku temu warunki. Nacjonalizm jest stanem trwałym i przekłada się na rzeczywistą pracę, którą dana osoba wykonuje na rzecz narodu.
Można być polskim patriotą, jeśli ma się skórę inną niż białą?
Przyznam szczerze, że ja nad tą kwestią się nigdy nie zastanawiałem, bo wchodzi tu jeszcze pojęcie rasy. Naród polski jest rasą białą. Ale jeżeli ktoś innego koloru skóry poczuwa się do tego i np. byłby w stanie oddać życie za Polskę, to myślę, że nie moglibyśmy mu odmówić prawa do bycia patriotą.
Tylko przelewając krew udowodniłby swoje poświęcenie? Nie może tego dowieść w warunkach pokoju? Ale dobrze, zostańmy przy krwi. Czy honorowy dawca zasłużyłby swoim poświęceniem?
Jeżeli ktoś innego wyznania lub koloru skóry oddaje krew, to mógłbym przyjąć, gdybym potrzebował. Ale jak on oddaje tę krew, to nikt z nas nie wie, komu ona zostanie podana… no to jest trochę co innego, niż zginąć, zasłaniając kogoś piersią.
Ta jednorodność, o której Pan wcześniej mówił, nigdy tu nie istniała. Historia Polski to historia różnorodności – kultur, języków, religii, grup etnicznych. Ras również.
Nie istniała do końca, ale Polska przez swoje zdrowe podejście zachowała jednolitość, chociaż różni ludzie się tu przewijali.
Nie przewijali się: żyli tutaj. A jednorodność „udała się” z powodu wojny i jej następstw.
Różnorodność przed wojną przysparzała wielu problemów, konflikty były duże, a jednak nie było u nas nocy kryształowej.
Ale były pogromy.
Bez przesady. Nie da się tego porównać do sytuacji w Niemczech. W historii każdego narodu zdarzają się sytuacje, z których nie jest się dumnym, ale powtarzam – takie były czasy i widocznie tak trzeba było.
A jest coś w Polsce po 1989 r., z czego jest Pan dumny?
Na pewno z tego, że w ostatnich latach obudziła się świadomość narodowa, coraz mniej ludzi zapatrzonych jest w Zachód, a zaczyna widzieć wartość tego, co polskie. Ale też dostrzega swoje wady i z nimi walczy.
Jakie są te wady narodowe?
Bezczynność chociażby, brak zaangażowania społecznego, np. to, że ludzie nie poczuwają się do tego, żeby iść głosować.
Ja również uważam, że udział w wyborach jest patriotycznym obowiązkiem. Tylko że dla mnie poza tym to poczucie wspólnoty z tymi, którzy tu żyją, i pamięć o tych, którzy żyli tu w przeszłości. To praca na jej rzecz, materialna i symboliczna. To szacunek dla demokracji, opartej na równości wszystkich obywateli. A Pan powiedział, że podpisałby się pod słowami swojego szefa, że „liberalna demokracja to nowotwór”.
Tak.
To co zamiast liberalnej demokracji?
Narodowa.
To znaczy?
Demokracja, w której rzeczywistym odnośnikiem jest naród i wola narodu, a nie poddawanie się, uginanie kolan przed wszelakimi mniejszościami. Macie żyć tak, jak my żyjemy.
„My” – chcą Państwo decydować o tym, kogo do wspólnoty można zaliczyć. Ja uważam, że „my” to też koleżanka lesbijka, i kolega, który jest Żydem, i Wietnamczyk, i ateista…
I oni wszyscy powinni się dostosować do prawa i zwyczajów, jakie tu funkcjonują.
Myślę, że to musiałoby być dla Pana bardzo trudne, gdyby się Pan zakochał w osobie, która nie pasuje do wzoru.
Nie grozi mi to. Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Nigdy nie czułem zauroczenia w stosunku do kogoś o innym kolorze skóry czy wyznaniu. I raczej mnie to nie dotknie.
Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?
Tak.
A co sprawia, że może Pan tak o sobie powiedzieć?
To, co robię, jakie wiodę życie, daje mi to poczucie: że służę w życiu tak, jak najlepiej potrafię.
A we mnie, jeśli miałabym uosabiać „tamtą stronę”, co Pana najbardziej wkurza?
Wolność słowa. A raczej to, że uznaliście, że macie na nią wyłączność i możecie decydować, co ludzie mają prawo myśleć i mówić.
Przecież Państwo mówicie swoje. Nam chodzi o granicę – jest nią artykuł 13 konstytucji.
Nie znam jej na pamięć.
„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.
My nie nawołujemy do przemocy, mówiłem pani – tamte hasła to tylko przypomnienie historycznych kontekstów.
Ataki na Romów, obcokrajowców w Białymstoku, palenie kukły Żyda też mają historyczny kontekst?
Jakieś ataki, jeśli się zdarzają…
Sytuacje, o których mówię, miały i mają miejsce.
…jeśli się zdarzają, to marginalnie.
Przemoc to rozwiązanie?
Niektórzy sądzą, że tak.
A Pan?
Czasem jest konieczna – kiedy ludzie czują się zagrożeni, państwo nie zapewnia im bezpieczeństwa, a sytuacja skłania do takich aktów.
Według mnie kreuje ją Państwa retoryka: wskazywanie wrogów ojczyzny, z którymi trzeba walczyć.
Ale gdybyśmy o tym nie mówili, wy mówilibyście: wszyscy są naszymi przyjaciółmi. A nie wszyscy są, nie można stracić czujności. Trzeba mieć bezpiecznik, są nimi organizacje narodowe, które mówią głośno to, czego inni boją się powiedzieć.
Właśnie to mnie w Państwa wizji świata przeraża – wrogość i nieufność, na których się opiera ten ład. Zostanę więc pewnie nadal wrogiem ojczyzny, jak pisali do mnie ludzie, którzy sami siebie nazywają narodowcami.
Dla nas postawy, które pani wyznaje, szkodzą Polsce i Polakom.
Wyklucza mnie Pan w ten sposób ze wspólnoty, której czuję się członkinią.
No dobrze, ale nikt pani przecież nie każe wyjeżdżać.
Mam tylko dostosować się do Waszych reguł?
Do zasad, które uznajemy za słuszne, i które są słuszne.
A na początku rozmowy próbował mnie Pan przekonać, że byłoby tu i dla mnie miejsce.
Wystarczy się dostosować – a będzie. ©
Sauce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/macie-zyc-tak-jak-my-zyjemy-35214
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


Peja chciałby z kimś porozmawiać - YouTube MOJE PRZYGOTOWANIA DO ZAWODÓW (285 W MARTWYM) - MLEKO PODCAST #7 21. Jak rozmawiać z BOGIEM - modlitwa bez słów Jak napisać prywatną wiadomość na Instagramie korzystając z komputera  2019 Doknes z kimś rozmawia Poradnik jak dodać kogoś do znajomych w roblox patrz opis ... Jak rozmawiać o okresie? #4 TFW Potrzebujesz Porozmawiać z Kimś Inteligentnym  Little Misfortune #5

rozmawiać z kimś - Tłumaczenie po angielsku - Słownik ...

  1. Peja chciałby z kimś porozmawiać - YouTube
  2. MOJE PRZYGOTOWANIA DO ZAWODÓW (285 W MARTWYM) - MLEKO PODCAST #7
  3. 21. Jak rozmawiać z BOGIEM - modlitwa bez słów
  4. Jak napisać prywatną wiadomość na Instagramie korzystając z komputera 2019
  5. Doknes z kimś rozmawia
  6. Poradnik jak dodać kogoś do znajomych w roblox patrz opis ...
  7. Jak rozmawiać o okresie? #4
  8. TFW Potrzebujesz Porozmawiać z Kimś Inteligentnym Little Misfortune #5

W tym video omawiam dwie metody przy użyciu których będziecie mogli wysyłać lub odbierać prywatne wiadomości na Instagramie korzystając z komputera bądź laptopa. Omówione aplikacje to ... Podobał ci się film ? Daj kciuk w górę, zostaw komentarz. Subskrybuł kanał jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi filmami. Wsparcie kanału jest możliwe poprzez PATRONITE: https ... Jak rozmawiać z kimś, kto podważa każde badanie? 15:25 - Jaki alkohol preferujemy? 17:18 - Czy palimy? 18:15 - Box squat czy high bar? Praca czwórek w low bar vs high bar. Doknes z kimś rozmawia 👏 Minecarft pola oo. Loading... Unsubscribe from Minecarft pola oo? ... Numer do klauna z koszalina - Duration: 0:51. sztosik sztosik 48,177 views. Pamiętaj o łapce w góre i subie codziennie nowy film 😎 This Minecraft Speedrunner Cheated and Got EXPOSED: Fake World Record - A Critical Analysis - Duration: 17:03. Zyphon Recommended for you. New Wiem jednak, że wiele z Was zastanawia się, czy o tym z kimś rozmawiać – nawet z mamą – stąd pomysł na dzisiejszy filmik. Mam nadzieję, że przekonam Was, że warto rozmawiać i nie ma ... co Cię boli, Rysiu? sors: https://www.youtube.com/watch?v=Mq7769OaWqY twitter - https://twitter.com/bartek_memiarz twitch - https://www.twitch.tv/martekbemoji